wyznanie:

Wiecie, z czego właśnie zdałam sobie sprawę (ok, cały dzień się dziś tym truję, ale to inna bajka). Z tego, że ja tak naprawdę nie mogę mieć  (i nie mam) do NIEGO żalu o to ściąganie (tylko troszkę, bo gdy zobaczyli, że się zbiera raz, drugi i trzeci, powinni, moim zdaniem, włożyć sączek), a raczej o to, że w ogóle mnie operował. Nikt nie wie co by się stało, gdyby mnie nie operowali?
Okej, gdyby było tak, jak on straszył, dlaczego nie dał tej operacji chirurgowi bardziej doświadczonemu? Okej, był tylko asystą, ale nikt nie wie czy profesorek nie dał mu zrobić "czegoś więcej" w tym moim łbie, niż tylko pozszywać? Właśnie o to mam do nich "pretensje".
Tak, bardzo bym chciała tam pojechać do tego pana.
Ale nie po to, żeby mu nawrzucać, jakim był idiotą (bo nim nie był), ale żeby raz na zawsze rozprawić się z własną przeszłością, bo czuję, że jak tego nie zrobię, nie pójdę na przód.

M.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wyjechałam!

tylko, żeby w sobotę się nie porzygać ich szczęściem...:

i znów to samo: