Posty

Jestem szczęśliwa!
Naprawdę szczęśliwa.
Zdecydowałam się, że pojadę do Wrocławia.
Na konferencję "życie bez ograniczeń" (wygooglujcie sobie).
Będzie fajnie, taki prezent sobie zafundowałam na urodziny.
I nic więcej mi nie będzie potrzeba. A przy okazji jeszcze pójdę do Zoo we Wrocku, może do ogrodu japońskiego...
I czy coś jeszcze zdążę zobaczyć? Nie wiem.
Wiem natomiast, że będzie cudownie.
Bo tak sobie postanowiłam.
M.

chyba jest ok:

A wczoraj byłam na imprezie.
W sumie na dwóch imprezach, ale to inna bajka.
Bo wcześniej byliśmy z całą rodzinką na imieninach mojego wujka, a potem pojechałam z Tatą na imprezę "basenową". I tam się bawiłam świetnie.
I doszłam do wniosku, że ja chyba muszę być na rauszu cały czas, bo wtedy ta moja prawa łapka staje się tak luźna i fajna (w sensie plastyczna), jak nigdy dotąd.
A ostatnio polubiłam pić whisky z colą. Naprawdę, i żadne alkohol mi tak nie smakuje, jak właśnie to (no, może poza malibu z mlekiem, hihi)
Ale już dzisiaj rano (koło jedenastej) miałam bardzo nieprzyjemną sytuację, gdyż strasznie bolała mnie głowa. Pierwszy (no, drugi) raz w życiu doznałam kaca. Już jest ok, wzięłam ibuprom, wypiłam mega potężną dawkę witaminy C i będę żyć. Teraz sączę kawę i oglądam Lucyfera.
I nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba :)

M.

wyznanie:

Wiecie, z czego właśnie zdałam sobie sprawę (ok, cały dzień się dziś tym truję, ale to inna bajka). Z tego, że ja tak naprawdę nie mogę mieć  (i nie mam) do NIEGO żalu o to ściąganie (tylko troszkę, bo gdy zobaczyli, że się zbiera raz, drugi i trzeci, powinni, moim zdaniem, włożyć sączek), a raczej o to, że w ogóle mnie operował. Nikt nie wie co by się stało, gdyby mnie nie operowali?
Okej, gdyby było tak, jak on straszył, dlaczego nie dał tej operacji chirurgowi bardziej doświadczonemu? Okej, był tylko asystą, ale nikt nie wie czy profesorek nie dał mu zrobić "czegoś więcej" w tym moim łbie, niż tylko pozszywać? Właśnie o to mam do nich "pretensje".
Tak, bardzo bym chciała tam pojechać do tego pana.
Ale nie po to, żeby mu nawrzucać, jakim był idiotą (bo nim nie był), ale żeby raz na zawsze rozprawić się z własną przeszłością, bo czuję, że jak tego nie zrobię, nie pójdę na przód.

M.

jeszcze żyję:

Nie pisałam bardzo dawno, bo też nie bardzo miałam temat do tego, żeby cokolwiek napisać. Ani czas. Bo ostatnio czas przelatuje mi przez palce.
Wstaję w poniedziałek z łóżka, nawet się dobrze nie rozbiegnę, a już jest piątek. I tak co tydzień. Wstaję, pracuję, kładę się i śpię.
Ale śpię coraz mniej efektywnie, bo codziennie budzę się zmęczona. Jeszcze zanim podniosę się z łóżka już czuję, że nie mam siły.
Nie wiem czym jest to spowodowane.
Ostatnio wszystko mnie boli. Nie dość, że wszystkie mięśnie i stawy (ostatnio barki), to jeszcze teraz od kilku dni bolą mnie jakby żebra po prawej (tej niesprawnej) stronie i to "zachodzi" również na plecy (kręgosłup?). Jak powiedziałam o tym swojej cioci D. (fizjoterapeutce) to stwierdziła, że to może być półpasiec, ale nie widzę tu żadnej wysypki ani nic w tym stylu. Nie mam też gorączki, która się pojawia przy tego typu chorobach, więc nie wiem...

I jestem wkurzona. Dzisiaj cały dzień chodzę jakaś taka... podminowana? I, po prostu, smu…
Obraz
Miałam Wam wcześniej coś napisać, ale jakoś tak się nie składało.
Dzisiaj też w sumie nie mam tematu przewodniego do tej notki.
Słucham muzyki na yt...
Byłam w pracy, potem umówiłam się do kosmetyczki, bo ładnie odhodowałam sobie paznokcie (oczywiście tylko na lewej dłoni, bo prawa to jakaś porażka, cały czas).
Dziś cały dzień byłam cholernie śpiąca, ale koło 13 poszłam do US i jak tak się przeszłam, to mi chociaż trochę przeszło.
A teraz myślę (tak, czasami mi się to zdarza!) skąd wziąć 8 tysięcy złotych na samochód. I szczerze mówiąc nie mam pojęcia... A bardzo by mi on ułatwił życie.
Dziś ten post piszę Wam od godziny piątej po południu. I nie wiem, co jeszcze mam Wam napisać.
Dzisiaj w dzień prawie nie myślałam o "tym" Panu. A teraz znowu mnie wzięło.
A zaraz idę pod prysznic i lecę spać.
A jeszcze wstawię Wam jedną fotkę:
tym razem bez twarzy, za to nasze cudne, lewe nóżki :)  (bo moja prawa koślawa, a Natalii jeszcze nie ta, na którą zbiera)

Szczyrk - powrót:

Już niedługo powrót.
Do rzeczywistości.
Do obowiązków.
Do domu.
Do Ełku.
Tutaj, w Szczyrku, jest fajnie. Przyjemnie. Mimo, że denerwuje mnie kilka rzeczy tutaj, ale to nic. Nie chcę (i chyba też nie mogę, cholera wie, kto mnie czyta?) wymieniać, co mnie irytuje... Bo nie w tym jest kwintesencja tego wszystkiego...
Jeszcze parę dni temu myślałam, że jak będę wracać z tego Szczyrku, to "wstąpię" na chwilę do Centrum. Potem jednak zdałam sobie sprawę, że nie mam na to szans. Ale to nic. To, że teraz tam nie pojadę, to nic nie znaczy.
Chciałabym tam pojechać w styczniu. Albo piętnastego, tak jak tam trafiłam osiemnaście lat temu, albo dwudziestego trzeciego - tak jak się narodziłam - po raz drugi... Już w niesprawnym ciele, zniekształconym, szpetnym... W ciele, którego nie chciałam.
Nie wiem dlaczego, ale znowu pojawiają się w mojej głowie jakieś takie czarne myśli. Bardzo czarne, bardzo mroczne...
Ciekawa jestem, jak potoczyłoby się życie moich bliskich, gdyby mnie teraz zabrak…

Szczyrk

Ale wczoraj było CUDOWNIE!!!
Normalnie nie macie pojęcia! Już rano usiadłam sobie z panią B., wypiłam sobie z nią kawę -mega. Potem były zabiegi (znowu miałam masaż z tym przystojnym panem, ale już wiem przynajmniej, jak ma na imię :) Później natomiast, już po całym dniu, ogarnięciu wszystkiego i tak dalej, poszłyśmy (tak, MY, piszę w liczbie mnogiej, bo poznałam tu świetne kobiety!) na balety. Pani B. dość szybko się z nich zmyła, ale MY zostałyśmy do końca. Nawet tańczyłam. Co jest u mnie nienormalne. N. - góralka z pochodzenia i charakterku jest po prostu bezbłędna. Potrafi tak rozbawić towarzystwo... A jutro jedziemy na wycieczkę. Już się na nią zapisałam. I będzie fajnie.
Może rzeczywiście przywiozę mamuśce stąd jakiegoś górala. Jeśli N. spełni swoje "groźby" to na pewno. Już ją polubiłam, skubaną.

M.