Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2017

Apel do Waszych serc:

Już niedługo znów nadejdzie okres rozliczania się z Urzędami Skarbowymi. W tym właśnie okresie będziecie, Drodzy Państwo, zasypywani reklamami różnych fundacji i stowarzyszeń. Jednak chciałabym, abyście wcześniej przeczytali tę historię: 
Była sobie kiedyś dziewczynka, która urodziła się bez żadnych powikłań, w terminie. Opiekowali się nią rodzice najlepiej jak umieli. Później, gdy dziewczynka podrosła (miała 5 lat) rodzice musieli wyjechać za granicę, bo w kraju nie było pracy. Tam pracowali bardzo ciężko, aby dziewczynce i jej dwa lata starszemu bratu niczego nie brakowało. Niestety, ta dziewczynka się bardzo poważnie rozchorowała. Guz mózgu - to brzmiało jak wyrok śmierci. Mama dziewczynki musiała przyjechać do Polski, aby być przy niej i ją wspierać w najgorszych chwilach życia. Niestety to, co działo się później zostawiło na dziewczynce trwałe ślady w postaci niedowładu spastycznego prawostronnego oraz strachu przed ludźmi.
Później było trochę lepiej, dziewczynka wyszła ze szpita…

jestem szczęśliwa:

W czwartek idę na rozmowę w sprawie pracy.
Co prawda tylko na umowę zlecenie (na okres przedświąteczny), ale to zawsze jakaś kaska wpadnie.
Wczoraj gadałam z dziadkiem na temat maszyny do pisania, a ona "gdzieś w piwnicy jest", ale mi się marzy, żeby zrobić sobie taki kącik w swoim pokoju, w którym mogłabym oddać się w 100% swojej pasji pisania.
Tak myślę, że chyba teraz, jak już zrobię ten licencjat z zarządzania, to chyba oddam się właśnie pisarstwu. W sensie chciałabym zacząć robić kierunek "Edytorstwo" na KUL'u albo na UW (jest jeszcze na UJ, ale do Krakowa bym się nie chciała przenosić!). Albo dziennikarstwo, bo ja naprawdę lubię pisać. Może to nie są jakieś wyżyny umiejętności, ale chciałabym się nauczyć na tyle, aby kiedyś wydać swoją książkę, a także aby moje nazwisko było rozpoznawalne.
Wiem, górnolotne marzenia, prawda?
Wiecie także, czego ja bym tak naprawdę chciała? Chciałabym, aby kiedyś "pan-wujek" rozpoznał mnie, właśnie na jakiejś moje…
Znów zostałam sama w domu :)
Moi Rodzice pojechali do SPA, Moja Siostrzyczka - do Brata, a ja siedzę sama.
Dzisiaj w dzień byłam tak zmęczona, niemal przez cały dzień spałam. W sensie spałam do godziny dziewiątej, potem wypuściłam psa (musiałam posprzątać) i znowu się położyłam.
Potem poszłam, napuściłam sobie wody i położyłam się do wanny.
Chyba zaraz jeszcze sobie zrobię maseczkę na ryjek z zieloną herbatą :)

Miałam tak ambitny plan, że w tym tygodniu napiszę choć trochę pracy licencjackiej, ale nie wiem jak to będzie... Kompletnie nie mam pomysłu ani żadnej koncepcji (a nawet antykoncepcji!!!).
Za tydzień muszę mieć już jakiś fragment, chociaż stronę, ale za cholerę nie wiem, co napisać.
I nie wiem, co robić...

A Wy, co robicie ciekawego?
M.

trochę śmiesznie, trochę nostalgicznie, trochę nijak...

Jestem w ciężkim szoku! Doszłam do wniosku, że z tą moją ręką jest duuużo lepiej, niż było jeszcze nie tak dawno. Przede wszystkim jest luźniejsza i dużo częściej nie denerwuje mnie aż tak mocno :) (w grudniu muszę na kontrolę jechać)
Dzisiaj byłam w szkole, niestety nie mogę napisać, że jestem pilną uczennicą, bo zwiałam z pierwszego wykładu - on jest zawsze taaaak nudny, że my tam zawsze śpimy. Jeszcze zrobili nam go na ósmą trzydzieści... jakieś głupie :)
Potem miałam chyba z 5 godzin z moją promotorką, ale ona jest akurat super - nigdy na jej wykładach się nie nudzę - tak było i tym razem. Oczywiście było mnóstwo pisania, ale ja wymyśliłam co zrobię... Otóż, na następnych zajęciach poproszę ją, aby mi przegrała na pendrive'a swoje prezentacje, bo ja bez tego się nie nauczę :) myślę, że taki argument powinien do niej trafić. Poza tym ona mnie lubi... chyba... :)
Wczoraj byłam na spotkaniu integracyjnym i gdyby nie to, że musiałam dzisiaj wstawać wcześnie rano do szkoły, bawiłab…