chyba jest ok:

A wczoraj byłam na imprezie.
W sumie na dwóch imprezach, ale to inna bajka.
Bo wcześniej byliśmy z całą rodzinką na imieninach mojego wujka, a potem pojechałam z Tatą na imprezę "basenową". I tam się bawiłam świetnie.
I doszłam do wniosku, że ja chyba muszę być na rauszu cały czas, bo wtedy ta moja prawa łapka staje się tak luźna i fajna (w sensie plastyczna), jak nigdy dotąd.
A ostatnio polubiłam pić whisky z colą. Naprawdę, i żadne alkohol mi tak nie smakuje, jak właśnie to (no, może poza malibu z mlekiem, hihi)
Ale już dzisiaj rano (koło jedenastej) miałam bardzo nieprzyjemną sytuację, gdyż strasznie bolała mnie głowa. Pierwszy (no, drugi) raz w życiu doznałam kaca. Już jest ok, wzięłam ibuprom, wypiłam mega potężną dawkę witaminy C i będę żyć. Teraz sączę kawę i oglądam Lucyfera.
I nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba :)

M.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wyjechałam!

tylko, żeby w sobotę się nie porzygać ich szczęściem...:

i znów to samo: