Nie jestem jeszcze niczego pewna, ale...

ale chyba jest przełom.
Do tej pory nic się nie działo z tą moją łapką. A teraz jakby jest trochę spokojniejsza i mogę nią ruszać tak, jak JA chcę.
Teraz jestem dwa razy w tygodniu umówiona z moją masażystką (cudowna Ciocia D., ale Pani wie, że ja Panią uwielbiam!), a w październiku zaczynam studia. Jestem pozytywnie nastawiona do tego roku, bo dlaczego by nie? Co w tym roku może nie wyjść? Od początku ruszę z kopyta, do sesji zimowej mam zamiar napisać pracę licencjacką - a przynajmniej jej szkic (w sensie środek i koniec), pewnie początek będę pisała na samym końcu :)

Ten weekend miałam baaardzo intensywny - jak w piątek po południu zaczęłam, tak w niedzielę dopiero wieczorem skończyłam. A co takiego robiłam? Śpiewałam. W chórze gospelowym. Były fajne warsztaty trzydniowe. Tyle, ile tam było pozytywnych emocji, to ja już dawno nie przeżyłam. I to wszystko tak skompresowane w ciągu trzech (a właściwie dwóch i pół) dni :)

Jaki ja sport mogłabym uprawiać teraz, kiedy jeszcze nie ma śniegu (więc na nartach nie będę jeździć), ale też nie jest już tak ciepło i bezdeszcznie, żeby jeździć na rowerze... ?
Na siłkę nie będę chodzić, bo to nie mój rodzaj sportu jednak. Chciałabym chodzić na basen, ale w tym roku chyba nie będzie już mojej grupy :( Ale może w takim razie bym znalazła sobie coś takiego... hmm.. joga? pilates? Jeszcze nie wiem. Będę jeszcze myśleć nad tym... :)

Pozdrawiam Was serdecznie :)
Pampa, Kochanie, trzymaj się tam! Ślę uściski!
M.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

i znów to samo:

tylko, żeby w sobotę się nie porzygać ich szczęściem...:

kurcze...: