tylko, żeby w sobotę się nie porzygać ich szczęściem...:

Czuję, że ten ślub, to będzie jedna wielka katastrofa. Przynajmniej dla mnie.
Przed chwilą doszło do mnie, jaka jestem beznadziejna... I nie chodzi mi tu tylko o to, że wszyscy wokoło się żenią, wychodzą za mąż, rodzą im się cudne dzieci, w ogóle jest zajebiście, a tu nagle taka ja. Sama jak palec, bez perspektyw, bez nikogo, komu by na mnie zależało...
No tak, nie powinnam narzekać. Przecież mam kochającą rodzinę. Gówno prawda! Coraz częściej mam wrażenie, że lepiej byłoby, gdyby mnie w niej nie było. Przynajmniej nie musiałabym się na to wszystko przyglądać... Jak skaczą sobie do gardeł... A to wszystko pod pozorem cudownego uśmieszku... Nienawidzę takiej dwulicowości!
W ogóle chyba znowu jakoś gorzej się ostatnio czuję. Koniecznie muszę iść do psychiatry. Tyle tylko, że nie pójdę chyba tutaj do żadnego... Chociaż nie wiem. I za to nienawidzę Ełku! Po prostu to jest taka dziura! Mam dość. Tak, mam dość!
Dlaczego już nie mieszkam w Lublinie? Tam bym wiedziała, co zrobić, gdzie iść. Chociaż to było daleko :)
Ale prawdopodobnie dałabym radę. A tak co? Mam czekać na kolejny tak silny "atak", że już nic nie będzie miało sensu... A już moje życie najmniejszego?
Paula, dlaczego Ty musisz się zmagać z tym gnojem, który Cię zaatakował, a nie ja? Dlaczego tyle osób musiało umrzeć, a ja muszę żyć?
Tylko właśnie, czy muszę? No chyba tak... Przechodzę teraz naprawdę ciężki okres... I nie umiem sobie z nim poradzić, ale przecież kogo to może obchodzić? Mam robić tylko dobrą minę, przecież jestem niedorozwinięta... Niedojebana!
I tak jak w tytule... Trzymajcie kciuki, żebym w sobotę nie porzygała się tęczą z ich szczęścia... bo nic nie obiecuję.
M.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nie jestem jeszcze niczego pewna, ale...

i znów to samo: