jeszcze żyję:

Nie pisałam bardzo dawno, bo też nie bardzo miałam temat do tego, żeby cokolwiek napisać. Ani czas. Bo ostatnio czas przelatuje mi przez palce.
Wstaję w poniedziałek z łóżka, nawet się dobrze nie rozbiegnę, a już jest piątek. I tak co tydzień. Wstaję, pracuję, kładę się i śpię.
Ale śpię coraz mniej efektywnie, bo codziennie budzę się zmęczona. Jeszcze zanim podniosę się z łóżka już czuję, że nie mam siły.
Nie wiem czym jest to spowodowane.
Ostatnio wszystko mnie boli. Nie dość, że wszystkie mięśnie i stawy (ostatnio barki), to jeszcze teraz od kilku dni bolą mnie jakby żebra po prawej (tej niesprawnej) stronie i to "zachodzi" również na plecy (kręgosłup?). Jak powiedziałam o tym swojej cioci D. (fizjoterapeutce) to stwierdziła, że to może być półpasiec, ale nie widzę tu żadnej wysypki ani nic w tym stylu. Nie mam też gorączki, która się pojawia przy tego typu chorobach, więc nie wiem...

I jestem wkurzona. Dzisiaj cały dzień chodzę jakaś taka... podminowana? I, po prostu, smutna.
Niby teraz byłam u ciotki i wujka z rodzicami, ale ... tak po prostu, po ludzku chce mi się płakać. Albo wziąć tabletki, iść do łóżka, zasnąć i już się nie budzić... Żeby wszyscy dali mi święty spokój!
Nie chcę znowu tutaj pisać, o tym, jak mi jest źle i smutno... Wiem, że ludzie mają naprawdę większe problemy, ale nie potrafię pogodzić się z tym, co się stało. Wtedy... Byłam małą, bezbronną dziewczynką. I cały czas czuję ten wstyd. Mam wrażenie, że wielu ludzi obwinia mnie za to, że 'zachorowałam'. Wiem, to nie była choroba, ale skutki 'tego czegoś' widać. Nawet w tej chwili...
Chyba już nigdy nie uwolnię się od tego uczucia... Uczucia, które jest wyniszczające.
Szczerze mówiąc wolałabym w tej chwili nic nie pamiętać, niż pamiętać aż tyle...
Bo tak, pamiętam wszystko! A że zawsze byłam spostrzegawcza, to pamiętam wszystko ze szczegółami.
I to mnie rujnuje.

Bo w tej chwili nie umiem zrobić kroku naprzód. Chciałabym, ale nie potrafię.
Czuję, że gdybym zrobiła, wpadłabym w przepaść, a tam, na jej dnie, byłoby jeszcze gorzej...
No, ale w końcu byłam wtedy małą, głupią dziewczynką, która nic nie rozumiała.
Potem stałam się dużą, głupią dziewczynką, która nic nie rozumiała.
A teraz wszystkim wydaje się, że jestem dorosłą, ale wciąż głupią kobietą, która gówno rozumie.
Już nie potrafię tak dłużej.
Dobra, kończę, bo zaraz mogę zacząć beczeć przed kompem, a tego (jeszcze) bym nie chciała.
Dobranoc
M.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wyjechałam!

tylko, żeby w sobotę się nie porzygać ich szczęściem...:

i znów to samo: