Polanica - Kudowa - Wrocław i Warszawka

W sobotę wieczorem wróciłam z uzdrowiska. W Polanicy Zdroju, koło Wrocławia. Było super. Choć byłam tam tylko tydzień, to jednak widzę postępy, jeśli chodzi o tę moją, niesforną łapkę. Miałam tam wirówkę, parafinę na tę rękę, a poza tym ćwiczenia.
Ćwiczenia były o tyle fajne, że miałam je z fajnymi panami - z panem Marcinem, któremu jestem baaaaardzo wdzięczna, chociaż wkłuwał się we mnie :) jak i z panem Kubą, który, jak się potem okazało, był tam na praktykach, a na co dzień studiował w Poznaniu (jest młodszy ode mnie). Ale powiem Wam, że było bardzo fajnie. Wstawię tu może kilka zdjęć później. Na razie jestem cały czas nie żywa. Jednak te kilka ostatnich, zarwanych nocy nie wpłynęło na mnie dobrze.
Aaa, bo jeszcze Wam nie pisałam, że znowu byłam w CZD i znowu chciałam spotkać tego faceta, tego lekarzyka. Niestety, nie było go, ale żałuję, że nie zostałam do niedzieli w tej Warszawie, bo w niedzielę właśnie miał dyżur... No, ale cóż... Trudno. Ale następnym razem mi się uda. Do trzech razy sztuka. A teraz chyba położę się jeszcze do łóżka, bo jestem jeszcze zmęczona.
Wybaczcie :)
M.

Zrobiłam sobie tylko przy Centrum zdjęcie. Niestety, nie było ani Pana Piotra, ani wujka Krzysztofa... Byłam baaardzo zawiedziona... i dalej jestem. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

i znów to samo:

tylko, żeby w sobotę się nie porzygać ich szczęściem...:

kurcze...: